Krągi

Krągi (Krangen)

Główna droga tuż przed Krągami gwałtownie skręca w prawo. Wystarczy pojechać prosto by wpaść w objęcia wiejskiej zabudowy. Każdego dnia przelewają się tędy potoki pojazdów. Nie zatrzymywane przez nikogo, podążają w kierunku pobliskiego Bornego Sulinowa. To w tym miejscu przez ostatnie pięćdziesiąt lat przebiegała granica Państwa. Granica, która leżała w centrum polskiego Pomorza.

Kościół jak malowany

W środku wsi, na niewielkim pagórku, u podnóża którego wije się strumień, wznosi się niewielki kościółek. Stromy dach nakrywa, malowniczo prezentujące się ściany z pruskiego muru. Kościelny teren okala mur z polnego kamienia. Od strony drogi tkwi metalowa bramka. flankowana ceglanymi słupami. Tuż za nią, maleńka o metalowej konstrukcji dzwonnica. Pod blaszanym okapem zawieszono wiekowy dzwon z nieczytelnym już napisem. Cały kościół ukryty jest w cieniu wielkich drzew. Do wnętrza świątyni prowadzą niskie drzwi, umieszczone w bocznej ścianie nawy. Nawa jest jednoprzestrzenna, oświetlona bocznymi oknami. Pod drewnianą emporą (chórem) drzwi wiodą do zakrystii ulokowanej pod wieżą. Drewniana wieża usytuowana została od strony zachodniej, a wieńczy ją piramidalno-iglicowy hełm. Kościół p.w. św. Antoniego (obecnie Matki Boskiej Niepokalanej) wzniesiono w 1891 roku. Z pewnością niegdyś, jego architektura i wystrój wnętrza w niczym nie odbiegała od okolicznych wiejskich kościółków rozsianych w tej części Pomorza.

Początek apokalipsy

Krągi były uśpioną pośród pomorskich bagien, pól i lasów wioską, kiedy bezceremonialnie wdarła się tutaj wojenna machina. Na południe od jeziora Pile na początku lat trzydziestych rozpoczęto budowę największego w ówczesnych Niemczech poligonu artyleryjskiego. Poligon jak wielki smok pochłonął kilka wiosek. Wtedy to zniknęły za kordonem między innymi: Dudylany (Doderlage), Brodźce (Steinforth), Przełęg (Knacksee), Płytnica (Plietnitz), Brzeźno (Birkhof), Barkenbruge… Dzisiaj nie pozostał już też ślad po wiosce noszącej powszechnie znaną nazwę Gross Bom. To właśnie o niej możemy się nieco dowiedzieć czytając Heimatkalender wydany w 1929 roku. W tym
wieś liczyła 226 mieszkańców. Najbliższa poczta była w Krągach, kościół w Płytnicy, a w roku 28 urodziły się trzy dziewczynki i że mieszkańcy mają olbrzymie kłopoty z wyżywieniem się z powodu złych warunków glebowych. Borne zniknęto po to, … aby pojawić się w innym miejscu. A pojawiło się tuż obok wsi Linde (Lipa, Lipka?).o której we wspomnianym wyżej kalendarzu czytamy: Wieś Linde, poczta Krągi. Najbliższa stacja w Silnowie. Żniwa w 1927 roku byty bardzo dobre. We wsi mieszkało 132 mieszkańców był również kościół.
Na początku lat trzydziestych wieś wchłonęły kompleksy koszarowe, bazy, warsztaty, i magazyny. Wtedy to począł funkcjonować termin – poligon Gross Bom z jego centrum w Linde. Tym sposobem na południowym brzegu jeziora Pile wyrosło wojskowe miasto.

Sowiecka zona

Krągi wprawdzie nie weszły w skład olbrzymiego militarnego kompleksu, ale za to stały się jakby jego północną bramą. Na dodatek obok starej wiejskiej zabudowy wybudowano wojskowe osiedle liczące ok. 90 domów. Dzisiaj po osiedlu zwanym przez miejscowych, z niemiecka Zilongiem, pozostały tylko nędzne szczątki. Dewastowali go metodycznie nowi gospodarze – Armia Czerwona. Rozbiórka domów trwała przez kilka powojennych lat. Ponieważ połowa wsi znalazła się w rękach Rosjan, toteż w tym miejscu ustawiono pierwszy szlaban dzielący polską ziemię od cyt. obszaru tymczasowego stacjonowania. Jeszcze w latach pięćdziesiątych jedynym polskim domem na Zilongu była tylko piekarnia.

Przez kilka lat powojennych Krągi były stolicą gminy. Najstarszy zapis w aktach Zarządu Gminy w Krągach dotyczy aktu zejścia. Pochodzi on z początku lipca 1945 roku. W tym czasie odnotowano pierwsze urodzone tutaj dzieci, jak również zawarcia związków małżeńskich. W rubrykach tych ostatnich odnotowywano m.in. … rasę i wyznanie. Zwolennikom niejakiego Tejkowskiego śpieszę donieść, że zdecydowanie przeważała rasa biała. W gminnych księgach obejmujących wszystkie miejscowości – nie brakuje tam
nazwisk niemieckich, a także miejscowości pisanych z niemiecka – nie ma tylko dzisiejszego Bornego Sulinowa. Choć prawdę mówiąc pierwszy zapis dotyczący zgonu z terenu Bornego pochodzi z sierpnia 48, drugi dopiero z września 49. Oba dotyczą osób narodowości niemieckiej. Skąd u licha wzięli się w tym okresie w Bornem Niemcy? Co ci ludzie robili w sowieckiej żonie?

Kaplica bez ludzi

W prawdziwe osłupienie można wpaść czytając załącznik do pisma które podpisane zostało przez proboszcza parafii Ducha Świętego w Szczecinku. Pismo zaadresowane zostało do Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie. W górnym rogu widnieje data – 6 grudzień 1947 rok. W piśmie, proboszcz prosi władze państwowe, o przekazanie i włączenie do kaplicy filialnej w Krągach, kaplicy na 300-350 osób oraz okalającego ją cmentarza położonego … w Bornem ! Dzisiaj nie wiadomo jaką miejscowość miał proboszcz na myśli. Chociaż nie! Napisał przecież, że kaplica służąca dotąd wojskowej kapelanii niemieckiej i ludności cywilnej znajduje się w odległości 8 km od Krągów. Z mapy wynika że chodziło mu o wieś Wielkie Borne (Gross Bom), a nie miasto Borne Sulinowo. Do tego ostatniego jest tylko trzy kilometry! Na zakończenie proboszcz zaznacza, że w promieniu 5-8 km nie ma żadnej kaplicy a ludność Bornego pozostanie bez możliwości zaspokojenia swych zadań religijnych.
Jeżeli miejscowości położone na terenach poligonowych były zamieszkałe, to co się stało z mieszkańcami. Po co księdzu kaplica bez ludzi? Co się stało z mieszkańcami Bornego, Piławy, Przełęgu i kilku innych miejscowości. Znany jest okolicznym mieszkańcom zdarzenie które miało miejsce w latach czterdziestych lub na początku pięćdziesiątych. Otóż pewnego dnie sowiecka artyleria ostrzelała i zniszczyła kościół i połowę gospodarstw w Dąbrowscy. Wieś ta leżała już poza poligonem i nie był to ostrzał przypadkowy. Zrobiono to z premedytacją. Powszechnie znany był również fakt, zbrojnej utarczki pomiędzy oddziałem Wojska Polskiego stacjonującego wówczas po wojnie w Jeleniu, a Krasnoarmiejcami. Wprawdzie w późniejszych latach zdarzył incydent polegający na postawieniu polskiej obsługi lokomotywy pod ścianą stacji w Bornem tylko za to, że z wagonu zsunął się czołg. Zdarzały się strzały skierowane do nieuważnych wędkarzy i rybaków, jednak dramaturgia tych wydarzeń znacznie odbiegała od tych z lat czterdziestych.
Żywię nadzieję, że dzisiaj, kiedy w Krągach i w kilku innych miejscach nie ma już bram i szlabanów, zniknie również milczenie wokół wydarzeń o których nie można było dotychczas głośno mówić. Czy odezwą się świadkowie tych wydarzeń? Proszę o listy. Dzwon wolności po pięćdziesięciu latach milczenia, bije dla wszystkich – również dla ciebie.

Jerzy Gasiul: MIĘDZY NOCĄ A DNIEM: CZAS I ARCHITEKTURA, „TEMAT” 1998 r. nr 1 s. 12-15

PrintFriendly and PDF